Opowieści pełne mrocznych tajemnic, po których serce mocnej bije, a włosy jeżą się na głowie. Nieodgadnione i do końca niezbadane historie Kłobuków, diabłów, wilkołaków, czarownic, topielic. Legendy niezgłębionych i nieodnalezionych przez wieki skarbów, o krainie upadłych, zapominalskich zamków. O cwaniactwie, chytrości, współczuciu, poświeceniu i ułomności ludzkiej, o dobrze z złu. Historie opowiadane od pokoleń o zapominanych, i nieprzypominanych już wierzeniach Mazurów. Tak aby na nowo pobudzić naszą wyobraźnie i na nowo opowiadać naszym dzieciom historie naszych dziadków i starych mazurów.
I. Powstanie Jeziora „Kopeć”; Dybowo, gm. Jedwabno
W stronę Dybowa roztaczały się niegdyś piękne, urodzajne pola, w jednym miejscu stała odłogiem bagnista łąka, a obok niej stał ogromny majątek, który trwa tam aż do dziś. Właściciel gospodarstwa w swoim obejściu posiadał potężnego Buhaja, który wzbudzał strach u wielu mężnych chłopów. Pewnego dnia, z niewiadomych przyczyn zwierze zerwało się i zaczęło siać strach po okolicznych mieszkańcach. Najdzielniejsi mężowie, zebrali się i postanowili zapolować na byka. Niestety żaden z nich nie potrafił buhaja złapać, zatrzymać, więc chłopi zagnali byka w stronę grzęzawiska, aż ten do niego wpadł. Zaczęła się walka byka z bagnem, zwierze ryło, kopało, próbowało się wydostać z nieszczęsnej sytuacji, lecz to tylko pogorszało jego stan. Byk prawie się już topił, w ten ludzie widząc zmachanego, zmęczonego byka, który już im krzywdy nie zrobi zaczęli go wyciągać. Po wydostaniu zwierzęcia, dół w bagnie zaczął nachodzić woda tworząc małe jeziorko. Nazwę nowego zbiornika wodnego stworzono z połączenia dwóch słów „kop” - od rycia, kopania buhaja i „eć” - takie okrzyki podobno wydobywali mieszkańcy przy wydobywaniu zwierzęcia.
II. Światło samobójcy Jedwabno, pow. Szczycieński
Na początku XX w. w okolicach Jedwabna, które otaczały piękne żyzne gleby, na osamotnionej łące stała stodoła. To właśnie tutaj, jak głosi legenda, z nieznanych przyczyn być może zmęczony życiem, bądź ogarnięty strapieniami, nie jaki gospodarz o nazwisku Hensel powiesił się. Jednak jego dusza po śmierci została na łące, na której doszło do tego tragicznego wydarzenia. Co noc, od dwunastej po godzinę pierwszą jego duch, jako upiorne światło, które nie zaznało spokoju po śmierci, spaceruje po łące. I podąża za każdą osobą, która odważy się zbliżyć do łąki.
III. Przewrotny mierniczy Małga, gm. Jedwabno, pow, szczycieński
W miejscowości Małga,obok siebie mieszkało dwóch wiecznie skłóconych, niechętnych pogod zić się sąsiadów. Odwieczny spór dotyczył wielkści ich włości. Jeden drugiemu zarzucał, że granica ich gospodarstw leży na stronie przeciwnika. Pewnego dnia, zmęczony już sporem, jeden z gospodarzy, będąc pewnym swoich racji postanowił udać się do miernika, aby konflikt zażegnać. Drugi zaś wiedząc, że ziemie mierzyć będzie miernik, w obawie przed porażką nakazał swej żonie iść i zanieść mierniczemu najtłuściejszą gęś jaką posiadał. Gdy przyszedł dzień sądny, miernik po obmierzeniu terenu przyznał racje temu gospodarzowi, który go przekupił. Mierniczy niedługo po tym zdarzeniu zmarł, a że prowadził podły tryb życia, jego dusza została uwieziona na ziemi. Koło północy co dzień mierniczy odmierza gospodarstwa sąsiadów i chodź sąsiadów już nie ma, jego pokuta nadal trwa.
IV. O pewnym zakrystianie Jedwabno, pow. Szczycieński
W Jedwabnie mieszkał pewny zakrystian, który sprzeniewierzając się swojej funkcji został obdarowany podłą umiejętnością. Każdego dnia bił w dzwony kościelne wzywając wiernych na mszę. W czasie wykonywania swoich funkcji przyszedł do niego pewien niski człowieczek. Zaproponował on zakrystianowi układ, że jeśli on będzie oddawał mu część ze swojej kotlety i odrobinę wina mszalnego to niewysoki nieznajomy obdaruje go darem, którego nikt jeszcze nie posiadł. Młody zakrystian poszedł naradzić się z żoną, i po rozmowie przystał na propozycję nieznajomego. Minął rok umowy z nieznanym człowieczkiem, zakrystian z niecierpliwiony i pewny że czas spełnienia obietnicy już nadszedł, udał się do nieznajomego. Drobny człowieczek poprosił go o zwlokę, co rozzłościło zakrystiana i pełen nienawiści do niewywiązania się z obietnicy karzełka, pobił go bardzo dotkliwie, że aż żal było patrzeć. Jakimś cudem człowieczkowi udało się umknąć, wspiął się na sznur od dzwonów, w ten okazało się że był on kłobukiem. I za to, że zakrystian okazał się nazbyt niecierpliwy Kłobuk obdarował go piekielnym darem widzenia śmierci. Teraz za każdym razem, gdy w miejscowości ktoś miał umrzeć zakrystian widział kościół świecącym. Zdolność widzenia nadchodzącej śmierci spowodowała, iż ów zakrystian popełnił samobójstwo w dzwonniczej wieży, była to kara nadużycia kościelnej funkcji. Podobno każdy kto zajrzał przez dziurkę od klucza i zobaczył nieboszczyka leżącego na marach mógł również zobaczyć jego dar.
Opracowała Karolina Gronowska - LOT PS
na podstawie:
"Zebrał, przełożył i opracował Jerzy Marek Łapo"
Moja Biblioteka Mazurska
Dąbrówno 2007
ISBN 978-83-923991-5-5
Zdjecia T. Kordas
|